Przez ostatnie trzy dni Rainie całkiem zapomniała o jego istnieniu. Teraz obrzuciła go

własnej.

Pięć minut później Quincy usiadł przy kuchennym bufecie. Odsunął od
- Chcesz mnie zabić, Rainie? - spytał.
– Tego jeszcze nikt nie wie, moja droga. Nikt nie wie.
138
Nie mogła. Postąpiła jak idiotka, decydując się na tę wizytę. Quincy był silny. Uwierzyła,
Rainie zapytała o bezpośrednich świadków tragedii.
zbyt dużym ciężarem.
https://itgirl.pl/jak-przywrocic-wiadomosci-na-messengerze-praktyczny-poradnik-krok-po-kroku/ – Nie jesteś już taka pewna co do Danny’ego, prawda?
was łączy, prawda? Nadal nie wiem, w czym rzecz, ale jest coś między tobą i Shepem, co
krwi? Na razie nie mogę tego wiedzieć. - Zaczął mówić spokojnie, ale skończył
- Nieźle - skomentował.
Rainie wyjechała swoim starym nissanem. Godzinę później siedziała naprzeciw
Ale współpracowali z nim.
właśnie potrzebuje ta dziura.
https://okomaga.pl/niedziela-palmowa-2023-tradycje-zwyczaje-i-historia-tygodnia-palmowego/

drewna nad hałdami trocin. Cassidy przyglądała się wychodzącym mężczyznom. Młodsi wyjeżdżali z parkingu lśniącymi sportowymi samochodami, a starsi w brudnych, zdezelowanych ciężarówkach. Schodzili się pracownicy z drugiej zmiany. Cassidy dostrzegła pick-upa, którego wypatrywała. Stary dodge, kiedyś turkusowy, teraz miał na zderzakach i bagażniku szare łaty. Samochód należał do Chase’a McKenziego. Wysiadł i wyjął z bagażnika ciuchy robocze. Gdy go zobaczyła, serce zaczęło jej bić trzy razy szybciej. Był bardzo podobny do Briga, a jednak inny. Powiedziała sobie, że teraz albo nigdy, poczekała, aż grupa mężczyzn przejdzie przez bramę i zawołała go. - Chase! Odwrócił się, mrużąc oczy w zachodzącym słońcu. - Tak? - To ja... Na jego prostokątnej twarzy pojawił się uśmiech. - Cassidy. Co ty tu robisz? Tylko mi nie wmawiaj, że twój ojciec chce, żeby wszyscy członkowie rodziny zapoznali się z pracą przy wyrębie. Potrząsnęła przecząco głową. Musiał dostrzec smutek w jej oczach, bo uśmiech powoli zniknął z jego twarzy. - Chodzi o Angie i Briga, tak? - Myślałam... myślałam, że może miałeś od niego jakieś wiadomości. Jego oczy pociemniały i nabrały odcienia ciemnego błękitu. - Ja nie. A jeżeli mama coś wie, trzyma to w tajemnicy. - Och. - Nie umiała ukryć rozczarowania. Kopnęła żwir czubkiem buta. - Ja... ja wiem, że się nim interesowałaś. Podniosła gwałtownie głowę. Myślała, że się z nią drażni, ale był poważny. Zawahał się, spojrzał w dal, a potem, jakby rozważając wszystkie możliwości, dodał: - Jeżeli będę coś wiedział, dam ci znać. - A twoja matka? - Sama musisz ją zapytać. - Potrząsnął głową ze smutkiem. - Ale nie ręczę za to, co ci powie. Ona... ona to ciężko przeżywa. - Och. Przykro mi. - Mnie też. Chciała się odwrócić, ale Chase chwycił ją za zdrowy nadgarstek mocnymi, twardymi od pracy rękami. Miała wrażenie, że opuszkami palców bada jej puls. - Słuchaj, wiem, że to trudne i... i pewnie nie ja powinienem to mówić, ale zrobię dla ciebie, co będę mógł i... jeżeli będziesz czegoś potrzebowała. Wiem, że to pewnie brzmi głupio, biorąc pod uwagę moją i twoją sytuację, ale jeżeli kiedykolwiek będziesz czegoś potrzebowała, możesz na mnie liczyć. Przełknęła z trudem ślinę i spojrzała w jego zakłopotane oczy. - Dziękuję... Nie będę cię fatygować. Chcę się tylko dowiedzieć czegoś o Brigu. Na twarzy Chase’a pojawił się cień. Lekko zacisnął zęby. - Załatwione. Puścił ją, przeszedł przez parking i wszedł na teren tartaku, wciskając kask na głowę. Barak kiedyś wyglądał lepiej, ale teraz zaczynał rdzewieć. Cassidy poczuła się winna, że dorastała w domu, który ojciec zbudował dla Lucretii, a Brig i Chase całe życie spędzili tutaj, w rozpadającym się starym baraku. Z sercem w gardle wjechała samochodem matki na żwirowany podjazd i zatrzymała się za cadillakiem Sunny. Pluszowy kot zmierzył ją obojętnym, szklanym wzrokiem. Cassidy wrzuciła kluczyki do torebki. Wzięła samochód bez pozwolenia. Dena i Rex byli w Portland, a ona nie mogła wytrzymać bez wieści o Brigu. Całą drogę modliła się, żeby nie zatrzymała jej policja, bo jeszcze nie miała prawa jazdy. Udało się. Na razie. Ze zdenerwowania spocił jej się kark. Odczekała, aż kurz osiądzie na szybie. Ale nie mogła zwlekać dłużej. Nie miała wiele czasu. Rodzice mogli wrócić w każdej chwili. Do domu McKenziech wchodziło się po metalowej skrzynce, która służyła jako stopień.. Nad drzwiami kołysał się zardzewiały szyld, wyblakły i podziurawiony od kul. - Teraz albo nigdy. - Podniosła pięść, żeby zapukać do drzwi. Sunny otworzyła, zanim Cassidy zdążyła zapukać. Miała ciemne i dzikie oczy. Wokół ust - zmarszczki ze zmartwienia. - Jesteś córką Buchananów. - To było stwierdzenie, a nie pytanie. - Tak. Chciałam z panią porozmawiać i przeprosić za to, jak została pani potraktowana w moim domu. Przepraszam. Drzwi otworzyły się szeroko. - Twój ojciec wini Briga za pożar. I za śmierć twojej siostry.

an43
o Diazie czy o rozmowie, która ją czekała.
ramię.
ostrożnie.
W Meksyku musiał żyć z milion Diazów. Ale sądząc po ciszy,
- Była noc. Nie chciałem go wystraszyć.
zaintrygowało.
zbierać się ludzie zaalarmowani zamieszaniem na targu.
wojskowym szpitalu polowym - szybką, brutalną, gdzie zawsze
właśnie na siebie. Stanęła w drzwiach do kuchni. Wyglądała na
https://itgirl.pl/czy-czarna-kuchnia-to-dobry-pomysl-inspiracje/ Kolejne dni mijały im tak samo: szare pasmo smutku i apatii
naturalny sposób ograniczałaby jej mobilność i możliwość
an43
słońce. Wysoki, dobrze zbudowany, miał w sobie ten samczy
- Przykro mi to słyszeć.
https://meskimokiem.pl/rankingi-fc-porto-pozycja-w-lidze-portugalskiej-i-wyniki-w-europejskich-rozgrywkach/

©2019 www.ten-obserwowac.cieszyn.pl - Split Template by One Page Love